Bugatti i klocki

Wczoraj widziałam, jak zbudowano z popularnych klocków cały samochód Bugatti i naprawdę jeździ, ale tylko 26km/h najwięcej.

Sama struktura przypomina mi zabawę z dziećmi, gdzie z klocków robiły nie raz takie budowle, o których nam by się nawet nie śniło. Pamiętam czasy, kiedy pracowałam w przedszkolu jako opiekunka, to dzieciaki miały taką fantazję, że nie można było uwierzyć. Ale muszę przyznać też, że robiły to wybitnie (jeśli chodzi o mnie). Zresztą, co tu dużo mówić, to nawet zbudowano przecież klockowe miasto i nie tylko, bo jest ich 8 i do tego mnóstwo atrakcji. Można się przejechać na rollercoasterze, być rycerzem, trafić do sali luster, czy przejechać się kolejką.

Odłóż to

Jak dziecko coś tam weźmie, to zawsze mówimy :”Odłóż to”. Bez względu na to, czy chwyta nóż, czy nam wsypuje proszek do prania do sedesu, albo wali młotkiem swoje zabawki. To hasło często się powtarza, choć nasze dzieci starają się być kreatywne. My jesteśmy nauczeni innego wychowu, bo tak uczono naszych rodziców, a oni uczyli nas. Nawet musimy czasem tym hasłem „ustawić” naszego partnera, jak nam przeszkadza w kuchni przy gotowaniu.

Najlepszy numer, jak później dziecko dostaje kieszonkowe, a my znowu rzucamy hasło i dzieje się tak, że nagle uczy się oszczędzać i zaskoczenie, bo odłożył sobie na deskorolkę lub dodał pieniądze na zakup nowego komputera.

Zabawa z dziećmi

Faktycznie. Pobawić się z dziećmi to nie taka łatwa sprawa. Szczególnie, jeśli strzyka nam w kolanach, lub nie możemy się nawet nachylić. No i mamy problem, bo dziecko to żywe srebro. Co tu zrobić? Wymyślić zabawę z grą planszową lub np. warcaby, czy szachy. Polecam osobiście to drugie, bo uczy strategii i logicznego myślenia, co w przyszłości ma dobre skutki. Ćwiczy  pamięć, uspokaja i coś tam coś tam jeszcze. Dobrze by było rozwijać zdolności dziecka, a jednocześnie robić to wszystko w formie wesołej zabawy i przy okazji edukować naszą latorośl. Myślę, że to ma chyba sens, a my w przyszłości będziemy bardzo dumni.

Dziecko i posiłki

Wiemy, że dziecko musi coś jeść, a szczególnie jeśli jest niejadkiem i tu mamy już problem. Chlebek na śniadanie, najlepiej z dżemem lub kremem czekoladowym i nie zawsze mleko. Gorzej z obiadem. „Ja tego nie lubię, tamtego nie lubię” i mamy już pod górkę. Ale kiedyś moje nie chciało zjeść gotowanej marchewki na obiad. Całe szczęście, że mam fantazję i potrafię coś tam wynegocjować. Sam przykład:”Nie będę jeść marchewki”, a ja na to:”Trzeba, bo dobrze działa na oczy. Widziałeś chociaż raz zająca w okularach?” Poszło jak z płatka. Ja zadowolona, dziecko najedzone i w porząsiu. Żeby tylko innym mamom się tak udawało….

Opiekunka dla „dziecka”

Opiekunka dla przyszłego dziecka musi chyba się zająć tym dorosłym dzieckiem. Powstaje tutaj tylko dylemat, jakie geny ma posiadać? Czy wybrać na męża leśniczego, bo może być ostatnim jeleniem, czy bankowca, bo wtedy zostają zakupy, zbieracza, bo trochę kurtek w domu wisi, czy pana starszego, bo wtedy potrzeba pieluch i nie wiadomo, co z tym robić? Zazwyczaj dzieciątko wybieramy sobie sami, albo same. Normalka to na co się decydujemy i czy nie mamy w sumie marchewki z kolczykami na uszach i jak to wszystko ugryźć? Może znaleźć sobie faceta, co dobrze zarabia i jakoś tam wszystko zrobi dobrze? Tylko, czy dobre będzie mieć od razu dwójkę dzieci w domu?

Opieka w przedszkolu

Matka oddając dziecko do przedszkola cały dzień się zastanawia, czy dziecko dostało jeść, czego się nauczyło i czy dzień był dla niego fajny? To trudne, patrząc z boku, ponieważ nie zawsze jakoś idzie spojrzeć na to, co się dzieje i czy wszystko jest w porządku? Każda mama chce, by dziecko z przedszkola wracało zadowolone i opowiadało o kolegach, co się zdarzyło?. Najgorsze wg mnie, to usłyszeć, „Co dzisiaj było na obiad?”. Rzadko która matka się pyta „Czego się dzisiaj nauczyłeś, czy jaką piosenkę dzisiaj śpiewaliście, czy co robiliście z plasteliny, albo co malowaliście, czy rysowaliście?”. Wychowanie jest ciężkie, ale czy zawsze musimy mieć na względzie tylko wyżywienie?

Dzieci skrzywdzone

Będąc opiekunką dzieci, spotykamy się z molestowaniem. Nie chodzi o to, że my tam coś robimy, ale o to, co dzieje się po naszym wyjściu. Za dnia możemy spostrzec zachowanie dziecka i się tylko domyślać o co chodzi? Chyba możemy to zgłosić do odpowiednich organów, ale w sumie nie mamy prawa tak robić, bo zadanie to należy raczej do matki, czy do ojca, bo np. matka współżyje z synem, ponieważ i takie przypadki się zdarzają. Smutne to jest, ale dzieci mają prawo mieć swoje dzieciństwo i żyć tak, żeby mogły się rozwijać i wspominać później czasy, kiedy mogły sobie pobiegać lub się pobawić. Zastanawiające…

Dzieciaki i słoiki

Mam ochotę raz po raz wpakować takiego „dzieciaka” do słoika. Pytam się jako opiekunka: A może kompociku, a może dżemiku? I tutaj zostaję zrugana do cna, bo „pan łaskawca” ma focha i jedzie po mnie, jak na ślizgawce w zimie. Nie zawsze wyrabiam, ale jak oni wyrabiają, to zaczynam się zastanawiać nad zmianą pracy, ale na początku pewnie udusić tych pyskaczy. Ale tak się tylko mówi, a serce dyktuje i tak swoje i to właśnie swoje się wykonuje i w sumie w Niemczech się jest, a potem po prostu jedzie się do domu odreagować takie „dzieciaki”. Jak wracam, to śpię 12 godz. i nie można mnie dobudzić.

„Dzieci” w domu

Na Stelli potrafimy mieć i dzieci. Co prawda takie osiemdziesięcioletnie, ale tak się może zdarzyć. Na przykład dzisiaj mi się wykrzyczał dziadek, że nie może znaleźć suszonej pokrzywy. A tam tyle tych reklamówek, że hej! No oczywiście wlazłam na drabinę i zaczęłam szukać. Dobrze, że trochę znam się na ziołach i rozpoznałam po zapachu i wyglądzie. Nawet i dobrze, bo znalazłam piołun na piołunówkę. Bardzo dobre zioło na żołądek przy niestrawności i problemów z wątrobą. No i tak to ze starszymi dziećmi jest, bo jak to inaczej ująć? Nie dadzą sobie niczego powiedzieć, ale wrzeszczeć potrafią, jak pięciolatki w okresie buntu. No zwariować można!

Dzieci i piaskownica

Różnie bywa z naszymi dzieciakami. Jedne są przytulakami, zaś drugie rojbrują, jak zwariowane, ale każde się boją w środku, by im się nic nie stało. Zawsze dziecku trzeba powiedzieć, że jak nam zginie z pola widzenia i coś się stanie, to nie będziemy ich widzieć i nie będziemy mogli im pomóc. Rozumiem intencje matek, by ich dzieci wyrosły na porządnych ludzi, będą się w przyszłości kształcić i pójdą w życie wolną drogą. Jest to piękne, lecz póki są małymi brzdącami to spróbujmy im dać takie dzieciństwo na jakie zasługują. Niech pamiętają naszą opiekę, nasze oddanie i wszystko, co dla nich robimy ze szczerego serca. Piaskownica czasami się sprawdza, bo uczy porozumiewania się z innymi…