Dzieciaki i słoiki

Mam ochotę raz po raz wpakować takiego „dzieciaka” do słoika. Pytam się jako opiekunka: A może kompociku, a może dżemiku? I tutaj zostaję zrugana do cna, bo „pan łaskawca” ma focha i jedzie po mnie, jak na ślizgawce w zimie. Nie zawsze wyrabiam, ale jak oni wyrabiają, to zaczynam się zastanawiać nad zmianą pracy, ale na początku pewnie udusić tych pyskaczy. Ale tak się tylko mówi, a serce dyktuje i tak swoje i to właśnie swoje się wykonuje i w sumie w Niemczech się jest, a potem po prostu jedzie się do domu odreagować takie „dzieciaki”. Jak wracam, to śpię 12 godz. i nie można mnie dobudzić.

Dodaj komentarz